Znów padał deszcz, zupełnie jakby tego lata dostał wyłączność na niebo. Jonny siedział w salonie dziadka i nudził się jak nigdy dotąd. Nie pozostało mu nic innego jak przedsięwziąć pewne kroki. Dokładnie przeszukał stary kredens w saloniku babci w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Niestety robił to już trzeci raz i wszystkie możliwe skarby oraz skrytki odkrył dzień wcześniej. Nachmurzony przemierzał korytarze i zastanawiał się co by tu kopnąć. Nie pomogło nawet babcine ciasto. Palce nadal miał oblepione owocami, kiedy wpadł na, jak mu się wydawało, genialny pomysł.
Wdrapać się na strych nie było trudno. Dziadek wiecznie zapominał schować drabinkę, a tam przecież mogło czekać tyle skarbów i przygód. Jonny wszedł pod sam sufit, rozglądając się uważnie i nasłuchując czy czasem nikt się nie zbliża. Kiedy był już zupełnie pewien, otworzył klapę i wszedł w zakurzony półmrok, który przejawiał talent do posiadania osobowości. W słoneczne dni było tam niemal tak jasno jak na dworze, światło wpadało snopami oświetlając podłogę w błyszczące łaty. Jednak w deszczowe dni, takie jak ten, panował tam chłód i mrok przepełniony duszną wilgocią. Jonny nie dawał się jednak zniechęcić, widząc w tym miejscu jedyną atrakcję domu.
Podłoga zaskrzypiała przy pierwszym kroku, coś stuknęło i chłopak się przewrócił. Kiedy się podniósł nie zauważył nic, o co mógłby się potknąć. Otrzepał spodnie tak jak robił to zawsze po przyklęku w kościele i ruszył dalej. Stłuczone kolano dało o sobie znać, ale jaki był by z niego odkrywca, gdyby zrezygnował tylko dlatego? Pierwszym przeciwnikiem chłopca okazała się stara szafa, pękata, z wybrakowanym lustrem, które straszyło niczym podbite oko. Złapał za metalowa rączkę w kształcie muszelki i pociągnął. Szafa jęknęła przeciągle, ale nie pokazała, co kryje. Determinacja i upór zapukały do głowy chłopca, chwilowo dopingując ciekawość. Nachylił się by zajrzeć pod mebel, może gdzieś tam leżał stary klucz? Pomacał ręka w ciemności, ale natrafił tylko na koty zwinięte w kłębki z kurzu. Rozczarowany obszedł mebel dookoła. Obstukał wszystkie ścianki, ale żadna się nie odsunęła. Szturchnął szafę nogą i poszedł dalej. Może klucz leżał gdzie indziej?
Przeszedł obojętnie wzdłuż rzędu konfitur z malin, które babcia zawsze przysyłała im na zimę do herbaty. Przeciągnął palcem po pudłach ze swetrami, skutecznie ścierając kurz. Czuł rozczarowanie, z nadzieją rozglądał się za czymś ciekawym. Nagle wydało mu się, że kogoś zobaczył. Stanął zdziwiony i doszedł do całkiem zdrowych wniosków, że to niemożliwe. Słyszał by dziadków, gdyby próbowali tu wejść, a nikogo poza nim nie gościli w domu. Wzruszył ramionami w geście, nieważne i tak nie wierzę w to co mogło by się stać, w końcu to nie bajka ani film, i ruszył dalej.
Strych miał być taki ekscytujący, kopalnia pomysłów i w ogóle super. Tymczasem najciekawsze jak dotąd były jego sznurowadła. Znalazł stare krzesło z tak zwanych ‘przyda się’, które dziadek obiecał naprawić dawno temu i zniechęcony usiadł. Gdyby chociaż miał psa, albo kolegę. Najlepiej takiego odważnego, który dopiero uciekł z domu. Taki kolega pewnie wyśmiał by jego nudę i zaproponował setkę gier, wyprawę w nieznane. Pies za to dodał by mu otuchy, kiedy w mroku znów by się coś poruszyło. Mówiący pies, który uciekł z domu wydał mu się idealnym rozwiązaniem. Zaczął nawet wymyślać mu imię, gdy znów cos zachrobotało, a krzesło rozpadło się pod nim boleśnie, dając znać o grawitacji.
Zrobiło się jakby ciemniej. To przez kurz, pomyślał i odkaszlnął, gdy chmura już opadła. Siedział na resztkach krzesła i nasłuchiwał. Drapanie i popiskiwanie dochodziło teraz bardzo wyraźnie ze starej szafy. Podszedł do niej na czworaka, jak najciszej umiał.
-Demoniszcze!- usłyszał stłumione drzwiami przekleństwo i aż podskoczył w tył. Serce waliło mu jak młotem. – Po trzykroć demoniszcze!
Podczołgał się do drzwi i przyłożył do nich ucho.
Dobiegło go potupywanie i ciche warknięcia. Nagle dostrzegł klucz. Tkwił tam zachęcająco, na wpół ukryty w dziurce szuflady. Chrobotanie znów dało o sobie znać, głośniej i wyraźniej.
Delikatnie wyciągnął klucz i przygarnął do siebie nie bardzo wiedząc co zrobić. Już miał włożyć go w wypaczone drzwiczki, gdy usłyszał nawoływanie.
Ktoś stęknął i zaskrzypiała drabinka.
-Wszędzie cię szukam. – powiedział dziadek. –przestało padać.
Jonny przełknął ślinę i podniósł się z podłogi.
-Znalazłeś coś ciekawego?
Chłopak pokręcił przecząco głową i zapobiegliwie wcisnął klucz do kieszeni.
Kiedyś tu wróci. Jak będzie jasno i może z psem, albo kolegą? A klucza na pewno nikt nie będzie szukał, usprawiedliwiał się w myślach.
Gdy schodził po schodach musiał podtrzymywać spodnie.
Taki mały kawałek metalu, a był taki ciężki.














Comments